Po 10 latach wydano wyrok w sprawie sprzedawania żywych karpi

Jedna z polskich fundacji od 10 lat walczy o wymierzenie sprawiedliwości za niegodne traktowanie karpi. Mowa o ursynowskim markecie, w którym karpie były trzymane w plastikowych skrzynkach, a później pakowano je do suchych reklamówek. W tym roku wreszcie zapadł wyrok.

W tym roku wymierzono sprawiedliwość dla ursynowskiego Leclerca za niegodne traktowanie karpi. Trzech mężczyzn, którzy odpowiadali za sprzedaż karpi otrzymało wyroki pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, a dwóch sprzedawców karę 10 miesięcy w zawieszeniu na dwa lata. Renata Markowska z fundacji Noga w Łapę wyznaje, że walczyła do samego końca. Przekuła swoją złość w siłę do walki z okropnym traktowaniem ryb.

Skąd pochodzi zwyczaj kupowania żywego karpia?

Tradycja sięga jeszcze wczesnego PRL-u. Jednak dziś coraz mniej Polaków kupuje żywe ryby. Istnieje także wiele głosów, które wskazują na to, że nie powinniśmy handlować żyjącymi stworzeniami. Dyrektor Departamentu ds. Dobrostanu Ryb w fundacji Compassion opowiada o tym, że takie karpie już do sklepów są wiezione w pojemnikach, w których nie mogą godnie żyć. Później są trzymane w dużym tłoku w marketach, przez co okaleczają siebie nawzajem. Następnie duszą się w reklamówkach, a następnie są zabijane przez osoby, które nie wiedzą w jaki sposób zrobić to humanitarnie. Co więcej, karpią doskwiera również intensywne światło na stoiskach i woda z chlorem w wannach.